Nasza historia cz.5

Długo zastanawiałam się, kiedy znajdę w sobie siły by dokończyć tą historię. Raz a dobrze. Nie wiedziałam, że siły pojawią się w dniu, w którym morze łez wylewa się ze mnie i tworzy prawdziwy ocean rozpaczy i bólu. Chyba nigdy nie wierzyłam w to, że ta historia może się tak potoczyć jak jest to teraz...nie zdawałam sobie sprawy z tego, że rozpacz może tak wyglądać, że ból w sercu, w całym ciele może być tak duży, że cichy krzyk, który cały czas mam w głowie będzie tak głośny...Nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że miłość może tak boleć, że miłość do Ciebie uniemożliwi mi normalne funkcjonowanie a rozstanie z Tobą w takiej formie jak miało to miejsce, zniszczy mnie do reszty...Ale tak się właśnie stało, stało się to czego tak naprawdę obawiałam się od zawsze i teraz nie umiem sobie z tym poradzić. Wcześniej miałam chociaż pracę, która mnie cieszyła, w której czułam się dobrze i świetnie sobie radziłam a teraz...a teraz nie mam nawet tego...Przez swoje chore ambicje i nie posłuchanie tego co mówi mi moje własne serce, zrobiłam sobie to co mam teraz. W sumie żadna z decyzji nie była by dobra, rozstanie tak naprawdę uświadomiło mi jak mocno jestem uzależniona od Ciebie i to w każdej możliwej postaci. Pozostanie w tym co było, dalej pogłębiało by tą chorą sytuacje, relacje, nawet nie wiem jak to nazwać...ale moment zmiany nie był dla mnie dobry, to wiem na pewno. Nie byłam na to gotowa, nie byłam na to przygotowana i tak naprawdę w ogóle tego nie chciałam. Pisząc te kilka zdań, zdążyłam wykorzystać już 5 chusteczek, bo łzy zasłaniały mi obraz...a przecież to dopiero początek....

Na czym to skończyliśmy, chyba na Twoich 38 urodzinach i pierwszym prezentem, który ode mnie dostałeś, więc idźmy dalej. Pracujemy dalej zdalnie, ale pandemia trochę odpuszcza i od połowy maja zaczynamy wracać do pracy w biurze. Przyznaje, że już mi tego brakowało, bo praca face to face zawsze daje lepsze rezultaty niż rozmowy przez telefon, które tak bardzo uwielbiałam. To był dobry rok dla nas również pod względem wyrabiania planów, mieliśmy naprawdę super premie co też na pewno w jakimś stopniu budowało pracę naszego 2 osobowego zespołu. Pamiętam, że na koniec maja zapowiedziałam parapetówkę u mnie i wyznaczyłam termin na koniec czerwca, tak by wszystkim pasowało. I nie obchodziło mnie to, jak to zrobisz i jak to załatwisz, ale miałeś być w tym dniu z nami na imprezie, pić z nami i razem się bawić. I oczywiście byłeś, nie wiem czy sam chciałeś czy czułeś się zmuszony, ale najważniejsze, że byłeś. Parapet jest skromny, zorganizowany tylko dla naszej paczki ludzi z pracy. Co pamiętam....niestety wszystkiego nie pamiętam. Dużo piłam, zresztą tak samo jak Ty. Pamiętam, że oczywiście bawiliśmy się razem i było świetnie, że były znowu wspólne tańce, przytulańce,  że jak to mamy w zwyczaju wywaliliśmy się razem i po prostu była magia. Pamiętam, że wtedy poznałam Twojego przyjaciela Bliźniaka i od razu z miejsca go bardzo polubiłam, pamiętam jak odprowadzałam Was do windy i pamiętam jaki żal czułam, że już jedziesz. Z tych gorszych rzeczy, już po Twoim wyjściu pamiętam jak przez nadmiar alkoholu otworzyłam się przed A. i przyznałam się, że jestem w Tobie na maksa zakochana i  jak mówiąc te słowa, jak bardzo mocno płakałam, mając już wtedy świadomość jaka jest to beznadziejna sytuacja. Następnego dnia, prosiłam A. żeby udawała, że te słowa nigdy nie padły, że to po prostu nie miało miejsca....nigdy nie wracaliśmy z A. do tej rozmowy. Później były wakacje i mój pierwszy krótki urlop, wyjeżdżałam na kilka dni na Hel, miałam pociąg chyba jakoś po 5....i obudziłam się w nocy koło 1 jak zacząłeś wysyłać mi sms o Błękitnym Oceanie...nie wiem, ja jakiś radar mam na Ciebie? I ja o tej 1 w nocy na te sms Ci odpisywałam...cała głupia M. Jak już jesteśmy przy urlopie, to trzeba powiedzieć o kolejnym moim 2 tygodniowym urlopie. Na drugi dzień mojego urlopu umówiliśmy się razem z Ma., że pójdziemy na lunch...w sumie szybko poszło, drugi dzień a my już się widzimy. To był rok, w którym pierwszy raz poszłam na rzęsy...i wyglądałam trochę inaczej. Pamiętam jak patrzyłeś na mnie niczego nie komentując i później już jedząc, nie wytrzymałeś i zapytałeś się: "Czy Ty coś robiłaś z brwiami? Bo jakoś tak inaczej wyglądasz"....rzęsy, brwi...w sumie wszystko jedno. (oooo teraz jak to piszę to nawet się chwilę uśmiechałam). No i mamy ten mój urlop, przez pierwszy tydzień rozmawiamy każdego dnia, zbliża się mój wyjazd nad morze, umawiamy się na kawę po trasie, ja nad morze ty do pracy. I tak, to była moja inicjatywa ale nie odmawiałeś....Na wyjeździe rozmawiamy ze sobą cały czas, lub piszemy sms. Podczas trwania mojego 2 tygodniowego urlopu był 1-2 dni, w którym nie mieliśmy ze sobą kontaktu....i ten kontakt nie wynikał tylko z mojej inicjatywy, wtedy był to czas kiedy to Ty, więcej razy odzywałeś się do mnie niż ja do Ciebie. Później był wrzesień czyli moje urodziny, o których oczywiście nie pamiętałeś ale dorzuciłeś się do składki na prezent, chociaż tyle...czas mija, pracuje się nam świetnie i zaczynamy się rozumieć bez słów. Słowo razem dalej jest kluczowe. To był też rok, od którego tak naprawdę co dzień odwoziłeś mnie do domu...mimo, że to nie do końca było po Twojej trasie. Ja się czuję świetnie i wierzę, że to co tworzymy, to coś dziwnego tak trudne do nazwanie jest prawdziwe....jak bardzo się myliłam...dochodzimy do grudnia. Już od dłuższego czasu myślę nad prezentem dla Ciebie i wpadam na pomysł, żeby kupić Ci porządny kubek termiczny, że jak jeździsz na ryby to żebyś miał zawsze ciepłą kawę, którą tak bardzo uwielbiasz....rany, ile ja poświęcałam czasu, żeby wymyślać Ci najlepsze opcje na prezent i co dziwne już w głowie mam pomysły na kolejne prezenty dla Ciebie.... Pomagasz wybrać mi prezent dla brata i poświęcasz na to swój czas. To był też miesiąc, w którym wprowadziłeś się do swojego nowego domu, niedługo przyjadę i ten nowy dom zobaczę...Dzień przed wigilią widzimy się ostatni raz przed świętami, dostajesz prezent ode mnie, ja od Ciebie nie dostaję nic...standard. W święta mamy sporadyczny kontakt ze sobą i nadchodzi sylwester. Jesteśmy umówieni, że się zdzwonimy aby po północy złożyć sobie życzenia. Jest 00:15, nie zadzwoniłeś więc postanawiam napisać Ci sms, przeczytasz sobie go później. W momencie gdy chcę wcisnąć wyślij, dzwonisz Ty....jestem Tym zaskoczona, ale jest mi tak miło...mówisz, że przecież mi obiecałeś...To był rok, który żegnałam z Tobą jak i witałam nowy 2021 i nie spodziewałam się, że tak to wyjdzie. I kolejny rok do opowiedzenia, myślałam że dam radę skończyć to dzisiaj, ale ilość wydarzeń, które muszę opowiedzieć jest tak duża, że sama chyba nie zdawałam sobie do końca sprawy ile może zająć to miejsca i czasu. Rok 2021 to kolejna część tej dziwnej historii.

Komentarze

Popularne posty